Na początku 2024 r. na rynku aukcyjnym pojawił się obraz Artura Markowicza przedstawiający dwie kilkuletnie dziewczynki w białych fartuszkach. Licytacja była zacięta, a ostateczna cena wielokrotnie przebiła estymację . Ku mojemu zdziwieniu, wkrótce ten sam obraz pojawił się ponownie, jako obraz nieznanego malarza. Zastanawiało mnie, co mogło być powodem wycofania się z zakupu osoby, która wylicytowała wysoką cenę za tę pracę. Ponownie wystawiona posiadała jedynie opis: „podpisany na odwrocie Artur Markowicz”. Sądziłam więc, że to z powodu braku sygnatury na awersie ktoś poddał w wątpliwość autorstwo, a podnoszone wkrótce po zakupie wątpliwości miały związek z ponownym wystawieniem tego dzieła z innym opisem, niewskazującym już, że jest to na pewno obraz Markowicza. Oferowany obraz miał w prawym górnym rogu niewielkie pofalowania płótna. Oprawiony był w starą, solidną, zdobioną i złoconą, drewnianą ramę. Grubo kładziona farba przebijała na odwrocie płótna. Był też  podpisany na ramie „Artur Markowicz”. Ponadto na odwrocie płótna widniały niezidentyfikowane oznaczenia mogące być numeracją inwentaryzacyjną oraz nieczytelna pieczęć naniesiona fioletowym tuszem i odręcznie naniesione inicjały „A.M”. Nie wykluczałam także specyficznej gry na obniżenie ceny przy jednoczesnym odstraszeniu niedawnych wpółlicytantów, zasiewając w nich wątpliwość co do autentyczności tego skądinąd imponującego obrazu. Po roku mogę przedstawić jedną  z hipotez dotyczącą powstania dzieła i, co ważne, może ona przemawiać za tym, że obraz rzeczywiście wyszedł spod pędzla Artura Markowicza.

Otóż 1908 r. Adolphe Schloss, niemiecki kolekcjoner sztuki żydowskiego pochodzenia, podarował dla holenderskiego Boijmans van Beuningen Museum niewielki obraz z XVII w., przedstawiający dwie dziewczynki. Obraz o wymiarach 30,5×41,5 cm był autorstwa anonimowego malarza z kręgu Louisa Le Naina [początkowo uważano nawet to za dzieło samego Le Naina]. Obecnie  praca ta znajduje się w muzealnym magazynie. [więcej na https://www.boijmans.nl/en/collection/artworks/2446/two-girls ]. Jaki to ma związek z Markiewiczem? Otóż wkrótce po podarowaniu obrazu holenderskiemu muzeum, do Holandii przybył Artur Markowicz. Wpierw odbył on podróż do Jerozolimy [1907-08], następnie w 1910 r. do Włoch, a w latach 1911-1912 do Belgii i Holandii. W tym kraju mieszkał także jego brat, więc malarz odwiedzał Holandię także w latach dwudziestych. Podczas tych podroży, jak wskazują obecnie marszandzi oferujący jego płótna, szukał tematów do swoich obrazów. Byłoby rzeczą bardzo dziwną, gdyby Markowicz nie odwiedzał muzeów podczas swych europejskich peregrynacji.

Niewielki obraz dwóch małych dziewczynek [zdjęcie powyżej ze zbiorów Muzeum Boijmans,”Dwie dziewczynki”, aut. NN ], mógł przykuć uwagę Markowicza. Sądząc po ubiorze i wyglądzie – były to żydowskie dziewczynki. I jest to kolejna przesłanka, gdyż ulubionym tematem artysty były sceny rodzajowe żydowskiej społeczności. Malunek znajdujący się w muzeum jest tak piękny, że wart był przeniesienia na duże płótno. A skoro była to kopia, zrozumiale, że Markowicz nie sygnował go zwyczajowo; musiał także zmienić wymiar płótna. Wprawdzie właściwy opis kopii musi posiadać z przodu lub z tyłu  sygnaturę, imię i nazwisko wykonawcy, rok wykonania, wskazanie z jakiego dzieła jest to kopia, a także należy podać imię i nazwisko autora oryginału oraz tytuł pracy, nie jestem jednak pewna, czy ściśle te zasady obowiązywały sto lat temu i czy wszyscy ich przestrzegali [ o zasadach podpisywania dziel sztuki można przeczytać w tym artykule https://www.sztukawszczecinie.pl/prawo-i-sztuka/651/]

Obraz, który pojawił się na aukcji [zdjęcie poniżej] ma wymiary 120×90 cm jest 8 razy większy od pierwowzoru. Ma zachowane te same proporcje co oryginał. Wykonano go w technice olejnej z charakterystyczną dla Markowicza kolorystyką ciepłych żółcieni, zieleni, z cieniami wpadającymi w odcienie niebieskie, zielenie i brązy. Być może coraz powszechniejsze i tańsze wykorzystanie nieinwazyjnych technik badania obrazów pozwoli wkrótce rozwiać wątpliwość. Pomocne byłoby zwłaszcza rozszyfrowanie niewyraźnego śladu pieczęci i nieczytelnych alfanumerycznych oznaczeń.

Notka biograficzna. Artur Markowicz, polski malarz  żydowskiego pochodzenia, urodził się w 1872 w Krakowie, zmarł tamże w 1934 r. W latach 1886–1895 studiował w Szkole Sztuk Pięknych, był uczniem Leopolda Löfflera, Władysława Łuszczkiewicza, Floriana Cynka i Jana Matejki. Następnie podjął studia na Akademii Monachijskiej w klasie Otto Seitza. Następnie w latach 1900-1903 mieszkał w Paryżu, doskonaląc swój talent w École des Beaux-Arts pod kierunkiem Jeana-Léona Gérôme’aJego prace wystawiano w m.in. Salonach Towarzystwa Artystów Francuskich i na Salonie Jesiennym, otrzymał tytuł Chevalier d’ordre académique.  Jego prace znajdują się obecnie w zbiorach warszawskiego Muzeum Żydowskiego Instytutu Historycznego oraz w Muzeum Starej Synagogi w Krakowie. Magdalena Tarnowska tak opisuje warsztat artysty: „(…) stworzył własny styl malarski, niezależny od przemian, jakie zachodziły w sztuce przełomu XIX i XX wieku. (…) Uprawiał malarstwo pejzażowe i rodzajowe, przede wszystkim o tematyce, związanej z tradycją żydowską ( Modlitwa, Sądny Dzień, Kadysz). Czasem sięgał do tematyki współczesnej (Po pogromie, Modlitwa wygnanych kobiet); podczas I wojny światowej malował i rysował miasteczka wschodniej Galicji, zniszczone podczas działań wojennych. Stosował głównie pastel i olej, był świetnym rysownikiem. Szczególnie cenne są jego obrazy, tworzone podczas podróży zagranicznych (Brugge. Ulica w słońcu, Obfity połówNad brzegami ArnoPonte Vecchio). Pastele M. [arkowicza] cechuje wysmakowana, harmonijna kolorystyka, bogate gamy ciepłych żółcieni lub niebieskości, ciekawe efekty świetlne, doskonały rysunek postaci.”

Ciekawe są również osy kolekcji Adolfa Schlossa, która pozostawała w rękach jego spadkobierców. W sierpniu 1939 r. jego dzieci zaaranżowały przeniesienie kolekcji sztuki ojca z domu rodziców na 38 Avenue Henri Martin w Paryżu do skarbców w Château de Chambon in Corrèze. W czerwcu 1940 r., gdy Francja skapitulowała, a Trzecia Republika przestała istnieć, zastąpił ją kolaboracyjny rząd Vichy. Niemcy okupowały północną i zachodnią Francję, jednak Zamek Chambon, w którym schowano kolekcję Schlossa, znajdował się na południe od linii demarkacyjnej. Oddzielała ona okupowaną przez Niemców Francję od bezpieczniejszej strefy, która rozciągała się na południowy zachód do granicy z Hiszpanią i na wschód od granicy ze Szwajcarią. Wydawało się, ze obrazy są tam bezpieczne. 24 lipca 1940 roku specjalna francusko-niemiecka jednostka dokonała nalotów na żydowskie galerie i prywatne kolekcje, w tym na paryską rezydencję nieżyjącego od 1910 r. Schlossa. Jednak nie znalazła tam już dziel sztuki. Kolekcja była na tyle znacząca, że powołano jednostkę do odnalezienia dzieł. Udało się to w 1943 r. przy pomocy urzędników kolaboracyjnego rządu Vichy. Z 333 obrazów 262 wybrano do Führermuseum, 49 umieszczono w Luwrze. Reszta została splądrowana przez niemieckich i francuskich urzędników. Do dziś za zaginione uznaje się 171 obrazów z tej kolekcji.

Więcej na temat zaginionej kolekcji Schlossa w artykule poniżej.

Podobne wpisy