Józef Pankiewicz [1866-1940], sentymentalny obserwator, zadziwiał współczesnych realistycznymi obrazami przedstawiającymi życie codzienne – sprzedawców, kwiaciarki, przekupki na ulicach i miejskich placach. Ogromne wrażenie na widzach wywarła jego naturalistyczna praca „Targ na jarzyny na Placu Żelaznej Bramy w Warszawie” z 1888 r.[1] Niestety tej Warszawy już nie ma. I nie będzie.

Prawdopodobnie jesteśmy zgodni co do tezy, że targowiska miejskie poprawiają jakość życia mieszkańców, pobudzają przedsiębiorczość i budują wspólnotę. Jednak dla władz zarówno lokalnych, jak i centralnych są niebezpieczne, gdyż są miejscem, gdzie ludzie wymieniają się informacjami i spostrzeżeniami, interpretują fakty i ścierają poglądy – a te dla władzy mogą być niekorzystne. Między innymi dlatego reżim komunistyczny i wyrosłe z niego elity niszczą takie miejsca, zwłaszcza w dużych miastach, marginalizują, okrajają i wypychają na obrzeża. W zamian oferują imprezy masowe, na których doskonale kontrolują przekaz. W ten sposób stopniowo niszczone jest poczucie przynależności i lokalnej odrębności. Osoba anonimowa, nieposiadająca tradycyjnych relacji lub odrywana od sieci powiązań społecznych, wtłoczona w potrzebę anonimowości, jest łatwiejsza do zmanipulowania. Zanika wówczas potrzeba spontanicznych spotkań, ustępując pola wydarzeniom organizowanych na dużej przestrzeni, pod określonym hasłem, ze skierowanym do tłumu przekazem, w który organizatorzy wplączą wątki etyczne, by utwierdzić w przekonaniu o słuszności inicjatywy.

Tak samo cyniczne jest wykorzystanie sentymentu klientów, którzy pamiętają urok bazarków z sąsiedztwa przez sklepy wielkopowierzchniowe. Mają one bowiem odwrotny, agresywny schemat biznesowy i podstępnie bazują  na hasłach „ryneczek” czy „prosto z pola”. Nawiązują hasłami właśnie do tych wspomnień. Sieciowe „ryneczki” to tylko marketingowy chwyt, oparty na badaniach nastrojów społecznych, trendów czy reklamie wpisującej się w popularną ekologiczną świadomość. Nie osiągną jednak właściwej targowiskom swojskości, a klient takiego molocha ma pozostać anonimowy i bezproblemowy.

Targowiska w gospodarce gminnej przestają odgrywać znaczenie również dlatego, że ich historycznie położenie w sercu miasteczka czy dzielnicy staje się intratną nieruchomością dla deweloperów. Gminy nader często nastawione są na szybki zysk, w skutek czego pozbywają się ośrodków lokalnej interakcji. Na przykład, w 2019 r. zamknięto bazar na Banacha w Warszawie, w dzielnicy Ochota. Na jego miejscu powstają bloki mieszkalne. W lipcu 2024 r. radni Łodzi pozbyli się placu przy ul. Wodnej-Nawrot, na których znajdowała się część Rynku Wodnego. Również w 2024 r. zaczęło znikać  targowisko przy starym dworcu PKS w Lublinie – znajdujące się na Podzamczu – tzw. Ruski Targ. Z kolei inne targowiska, jak np. to w Nowej Hucie, straciło klientów na rzecz powstających wokół marketów.

Pozbywanie się ośrodków, w których ludzie mogą się w sposób niekontrolowany wymieniać informacjami i poddawać w wątpliwość przekaz władz, jest jednym z wielu metod manipulacji lokalnymi społecznościami. Zmniejsza się przez to zainteresowanie społeczeństwa sprawami ważnymi, które mogłyby stać się zalążkiem buntu przeciwko władzy. Po roku 1945 robili tak komuniści, przecinając bezsensownie szerokimi ulicami [np. ul. Marszałkowska w Warszawie] historycznie zwarte zabudowy, utykali wśród willowych dzielnic wielopiętrowe bloki, zasiedlając ich zdezorientowanymi przybyszami. Ofiarą planistów, którzy nie próbowali odbudować po II wojnie światowej tego miejsca, był też Plac za Żelazną Bramą , uchwycony na obrazie Pankiewicza. W tym konkretnym przypadku, po 1945 r. zlikwidowano linię tramwajową biegnącą przez plac Żelaznej Bramy. Następnie, w latach 1965-72 wokół placu postawiono szesnastostopniowe bloki Osiedla za Żelazną Bramą, a między nimi wielki plac parkingowy. Rozmach podobnych działań w skali kraju, wraz z innymi technikami manipulacji, wykreował typ człowieka, zwanego homo sovieticus [2].

Jednak manipulacja jest  skuteczna wtedy, gdy odbywała się stopniowo. Dlatego pożądane przez opresyjne władze skutki  są odwleczone w czasie [por. dyrektyw UE], tak aby odciąć skutek od przyczyny. Od niekorzystnego zdarzenia uwaga jest następnie odwracana poprzez zarzucanie informacjami nieistotnymi. Do tego konieczna jest także infantylizacja społeczeństwa i powolne tworzenie społeczności niewymagających, z równoczesnym zachowaniem i pogłębianiem przepaści edukacyjnej między „ciemną masą” społeczeństwa a jego „oświeconymi elitami”.

Degeneracji społecznej powstałej przez dekady komunizmu i zepsucie elit nie cofnie się przez następne wieki. Paradoksalnie nadzieją  jest pożoga, głód i bieda, a następnie mozolne odbudowanie wszystkiego w oparciu o wartości, nie frazesy. Zapewniam, że niedola ludzi sprawi, że na nowo zacznie powstać piękna sztuka.

Wątek wpływu ubóstwa na sztukę zostawię na kolejny artykuł.

Zdj. z zasobów Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Na pierwszym planie MSN, w głębi PKiN, pierwotnie nazwany Pałacem Stalina.

[1] Targ na jarzyny na Placu Żelaznej Bramy w Warszawie z 1888 r. – obraz nagrodzony na Międzynarodowej Wystawie Powszechnej w Paryżu. Zdj. z zasobów Muzeum Narodowego w Warszawie.

[2] wg Encyklopedii PWN, homo sovieticus [łac.] to określenie używane do opisu typu osobowości, którego zasadnicze cechy zostały ukształtowane przez system komunistyczny; homo sovieticus to człowiek podporządkowany kolektywowi (organizacji partyjnej), dla jego postawy charakterystyczna jest ucieczka od wolności i odpowiedzialności, koniunkturalizm, oportunizm, agresja wobec słabszych oraz uniżoność wobec silniejszych; zachowania roszczeniowe połączone z lenistwem, brakiem samodzielnego myślenia i działania, oczekiwaniem, „że ktoś coś załatwi”, ukierunkuje; termin homo sovieticus wprowadził A. Zinowjew w studium mentalności człowieka sowieckiego Homo sovieticus (1982).

Podobne wpisy